Blog
Jan M Fijor
Jan M Fijor
Jan M Fijor Wydawca, dziennikarz specjalizujący się w wolnorynkowej publicystyce ekonomicznej.
18 obserwujących 79 notek 47108 odsłon
Jan M Fijor, 5 marca 2010 r.

Komu służą eksperci?

 

 
      Odpowiedzi na tytułowe pytanie poszukuje na łamach ostatniego numeru „Polityki”, red. Joanna Solska, jedna z najbardziej utytułowanych i utalentowanych polskich dziennikarek piszących na tematy gospodarcze. Odpowiedź autorki jest jednoznaczna i ją przeraża. Joanna Solska odkrywa bowiem, że niektórzy eksperci (specjaliści, konsultanci, autorytety etc.) są niewiarygodni, gdyż służą dwóm panom, co ma dowodzić, że część z nich, działając na zlecenie Podmiotu Nr 1 przygotowuje ekspertyzę, która de facto sprzyja innemu Podmiotowi Nr 2. W ten oto sposób, ci wspaniali mędrcy, biorą kasę z dwóch źródeł.
 
Wierność sobie
 
        Problem „relatywizmu intelektualnego” poruszył także innych polskich intelektualistów, zarówno tych mądrych, jak i głupich. W wyobraźni takiego np. Jacka Żakowskiego nie może się pomieścić, że autorytet, wielki uczony, z jednej strony doradza WHO i rządom potężnych krajów w sprawach świńskiej grypy, żeby niepotrzebnie zaszczepiły swoich obywateli, z drugiej zaś działa na zlecenie Wielkiej Firmy Farmaceutycznej (WFF) która mu płaci za to, że doradza po jej myśli. Tymczasem problem jest pozorny i wynika z błędnego odczytania natury człowieka (ekspert to przede wszystkim człowiek). Otóż, ekspert, jak pisał 100 lat temu Ludwig von Mises, podobnie jak każdy inny zdrowy na umyśle człowiek, nie służy dwóm panom, lecz tylko jednemu. Tym panem jest on SAM. Ekspert, jak każdy inny człowiek, najwierniej służy samemu sobie. Wie jednak dobrze, że najlepsze efekty osiąga wtedy, gdy dobrze i skutecznie zaspokaja potrzeby Zleceniodawców, czyli tych, którzy mu za tę ekspercką służbę płacą. Parafrazując przysłowie można powiedzieć, że „Ekspert tak kraje, jak mu Zleceniodawca daje”.
        Wyobraźmy sobie, że Zleceniodawcą jest właściciel prywatnej apteki, który chce dokładnie wiedzieć, ile szczepionek świńskiej grypy powinien zamówić, aby mu ich nie zabrakło, a równocześnie nie może ich zamówić „za dużo”, gdyż to oznaczałoby dla niego stratę. Czy możliwe jest, że - zgodnie z tezą p. Solskiej i p. Żakowskiego - Ekspert równocześnie pracować będzie na rzecz aptekarza i WFF? Teoretycznie tak, ale w praktyce raczej nie. Zbyt dużo by ryzykował, a przecież wiemy już, że Ekspert najbardziej dba o siebie. Musi zatem opowiedzieć się i wybrać, albo aptekarza, albo WFF. Problem w tym, że taki wybór zmusza Eksperta do rzetelnej i prawidłowej ekspertyzy. Jeśli celowo fałszywie doradzi aptekarzowi i ten w wyniku ekspertyzy straci pieniądze, już nigdy więcej eksperta nie zatrudni. Co gorsza, zrobi mu złą opinię. Ekspert będzie spalony na rynku. To samo stanie się, jeśli błędnie doradzi WFF i ona straci pieniądze. Zarówno aptekarz, jak i WFF dobrze wiedzą, że posługiwanie się nierzetelną czy fałszywą ekspertyzą w celu zwiększenia zysku ma krótkie nogi. W systemie konkurencyjnym informacja o zaistniałej nierzetelności czy oszustwie rozchodzi się z prędkością światła, na czym traci nierzetelny dostawca usług, producent, czyli w naszym przypadku Ekspert..
      Dlatego ekspert na rynku nie może równocześnie służyć dwóm panom, gdy interesy tych panów są ze sobą sprzeczne. W takim, rozumieniu, Ekspert i wynajmujący jego usługę Zleceniodawca ponoszą konsekwencje swojego wyboru. Można wręcz postawić tezę, że „tylko wybór, za który Ekspert płaci cenę błędu, czyli ponosi jego koszt, jest wyborem uczciwym”. Może być błędny, może być chybiony, ale na pewno jest to wybór uczciwy.
     
Pole polityczne
 
        Problem wiarygodności eksperta pojawia się dopiero z chwilą, gdy ekspert doradza politykowi. Tutaj pole do fałszu, kłamstwa i nierzetelności jest ogromne. I chyba to pole miała właśnie red. Solska na myśli.
      Politykom doradza się inaczej. Primo, polityka nie interesują koszty jakie może ponieść w wyniku tej czy innej ekspertyzy, gdyż w razie wystąpienia strat, nie on je pokrywa. Robi to podatnik. Skoro polityk nie dba o ekonomiczny wynik ekspertyzy, nie musi o niego dbać także i Ekspert. Sekundo, polityka rzadko kiedy dba o prawdę, o interes obiektywny, gdyż polityk także służy tylko jednemu panu; samemu sobie. Prawda jest z reguły wrogiem polityków, dlatego chętnie korzystają z Ekspertów, którzy uzasadnią, że prawdą jest nieprawda. Ekspert, który dba o interesy polityka (ergo dba o siebie) ma zapewnioną przyszłość.
        Powodem, dla którego polski rząd nie kupił szczepionek przeciwko świńskiej grypie był (najprawdopodobniej) brak pieniędzy, a nie rzetelna ekspertyza. Powodem, dla którego rząd norweski kupił szczepionki w ilości dwukrotnie większej od populacji Norwegii było to, że pieniądze miał. Zarówno polscy, jak i norwescy politycy posłużyli się – jako podkładką - ekspertyzami, które uzasadniały te kroki. Tertio, wiedząc, że polityk nie ponosi konsekwencji materialnych ani odpowiedzialności za swoje decyzje, Ekspert może zaryzykować służbę drugiemu panu. Już Pitagoras twierdził, że nagroda od dwóch panów jest wyższa niż tylko od jednego z nich. W przypadku, gdy panami są politycy ryzyko utraty reputacji rynkowej jest minimalne, bo w świecie polityki rynek nie działa. Takie autorytety ekonomiczne, jak Paul Samuelson, Paul Krugman czy profesor Grzegorz Kołodko mylą się na każdym kroku, ponieważ jednak nie wierzą w rynek, nadal są uważani za ekspertów.
         Jeśli więc chcemy mieć rzetelne i prawidłowe ekspertyzy należy dążyć do maksymalnego ich urynkowienia. Służy temu postulat pozbawienia polityków wpływu na gospodarkę. 
 
 Jan M Fijor
 

 
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Nazywam się Jan M Fijor. 20 lat na emigracji w USA, Argentynie i Meksyku. Pracowałem tam jako barman, pośrednik, makler, doradca finansowy.  

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Tagi

Tematy w dziale